Autor bloga to Rafał Juć - prowadzący oficjalną stronę Polskiego Związku Koszykówki, korespondent Polskiej Ligi Koszykówki z Warszawy, a także współtwórca magazynu MVP.



stat4u
RSS
sobota, 29 października 2011
Łatwe punkty I

Od dłuższego czasu nosiłem się z zamiarem powrócenia do blogowania, jednak liczne obowiązki niezbyt mi pozwalają. Zainspirowany sukcesem rubryki 24 sekundy na blogu Wojczyna, którego wszystkim polecam postanowiłem rozpocząć stworzenie cyklu. Od teraz zapraszam wszystkich do czytania „Łatwych punktów” dwa razy w tygodniu. W krótkiej i rzeczowej formie zamierzam przedstawiać najciekawsze wydarzenia z koszykarskiego światka z ostatnich dni.

- Przed meczem z AZS Politechnika - Zastal miałem przyjemność przeprowadzić wywiad z Łukaszem Wilczkiem. Rozgrywający „Inżynierów” to jeden z największych faworytów do nagrody pozytywnego zaskoczenia sezonu 2011/12. Po pierwszych 6 meczach ze średnią blisko 7 asyst jest najlepiej podającym Tauron Basket Ligi.
 
- Już wszyscy wiedzą, że Treflowi Sopot - przynajmniej na razie - brakuje mentalności zabójców. Czemu? Przegrane w meczach z Anwilem Włocławek i Energą Czarnymi Słupsk, choć sopocianie na możliwe 80 minut nie przegrywali przez 79 minut i 57 sekund! Najlepszym komentarzem była mina Łukasza Koszarka w pomeczowych wywiadach: 
koszi

- „Prawdziwego mężczyznę poznaje się po tym jak kończy, a nie zaczyna” - głosi powiedzenie. Zgodnie z nim „najprawdziwszym” mężczyzną w Tauron Basket Lidze jest Anwil Włocławek. Dlaczego?

ŁKS - Anwil
5 minut do końca 77:65
wynik końcowy 89:71 
różnica 12:6

Anwil- Trefl
5 minut do końca 56:61
wynik końcowy 72:71
różnica 16:10

Czarni - Anwil 
5 minut do końca 67:69
wynik końcowy 72:81
różnica 5:12

Anwil - Polpharma 
5 minut do końca 66:61
wynik końcowy 83:63
różnica 17:2

Kotwica - Anwil
5 minut do końca 65:58
wynik końcowy 70:76
różnica 5:18

- Po tym jak Polpharma Starogard Gdański rozstała się z Ivanem Koljevicem działacze „Kociewskich Diabłów” szukają wzmocnień, jednak o dziwo z naciskiem na strefę podkoszową. Jako potencjalnych kandydatów przewijały się nazwiska znanych w Polsce Johna Odena i Patricka Okafora.
 
- Jest kilka powodów dla których cieszę się, że AZS Politechnika awansowała do Tauron Basket Ligi. Jednym z nich jest postać trenera Mladena Starcevica. Dlaczego ostatnio zdobył ksywę „bikini”? Odpowiedź (przełączcie na 1:40):                    

                                         


- Trener Starcević zdołał już zasłynąć z innych ciekawych cytatów. Najlepszy z ostatnich to: „Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie, bo to tak jakby ktoś spytał ojca, którego syna kocha bardziej?” pytany kto jest lepszy z duetu: Mateusz Ponitka - Michał Michalak.
 
- Wszystko wskazuje na to, że Mecz Gwiazd TBL odbędzie się w Katowica. Znam już chyba faworyta Konkursu Wsadów. Panie i Panowie, oto Jamelle Horne z Trefla Sopot (przełączcie na 6:10) - 




- Ostatni z „chłopaczków Szambelana” znalazł klub na sezon 2011/12. Jest nim Paweł Śpica, który przenosi się do 2-ligowego Olsztyna. Gdzie gra reszta? Sprawdź
 
- Jeśli jesteśmy już przy naszych wicemistrzach świata z rocznika 1993 to warto odnotować, że Grzegorz Grochowski powrócił już do gry po kontuzji. O tym dlaczego wybrał I ligę, swojej roli w MKS Dąbrowa Górnicza i celach na sezon opowiada w tej rozmowie.
 
- W połowie tygodnia pojawiły się plotki, że Antoine Walker jest bliski gry w Tauron Basket Lidze. Były zawodnik NBA był oferowany Śląskowi Wrocław. Co ciekawe żądał pensji na poziomie 10-20 tysięcy dolarów, czyli mniej niż zarabia choćby Łukasz Koszarek. Jeszcze przed sezonem Walker rozmawiał z Zastalem Zielona Góra.
 
- Być może już wkrótce z Zastalem pożegna się 18-letni Filip Matczak. Utalentowany obrońca w pierwszych czterech meczach spędził na parkiecie łącznie zaledwie 5 minut i zgłosić chęć zmiany drużyny. Władze klubu na razie się nie zgodziły. Gdzie Matczak mógłby trafić? Najgłośniej mówi się o PBG Baskecie Poznań i kilku I-ligowych ekipach.
 
- Wszystko wskazuje na to, że w ten weekend do gry po 2-tygodniowej przerwie spowodowaną urazem kostki wróci Przemysław Karnowski.
 
- Niedawno pojawiły się plotki, że Karnowski, który od sezonu 2012/12 chce przenieść się do NCAA, wybrał już przyszłą drużynę. Sam zawodnik mówi jednak, że wyboru dokona na wiosnę przyszłego roku i rozważa złożenie wizyt w kampusach kilku ekip. Gdzie mu najbliżej? California, Gonzaga, Washington State, Utah, Cincinnati, a więc absolutna czołówka uniwersyteckiej ligi.
 
- Wkrótce zamyka się „okienko transferowe” w I lidze, więc większość zespołów szuka jeszcze wzmocnień. Na biurkach kilku prezesów pojawiły się oferty... Cezarego Trybańskiego!
 
- Sezon 2011/12 we Francji rozpoczął mający polski paszport 18-letni Camil Czajkowski, który gra w tamtejszej lidze U21 złożonej z drużyn występujących w tamtejszej ekstraklasie. Próbka jego możliwości.
 
- Być może Polski Związek Koszykówki śladem PZPN powinien założyć oddzielny organ do szukania po całym świecie utalentowanych graczy z polskimi korzeniami czy pochodzeniem? Oprócz wspomnianego wcześniej Czajkowskiego warto zwrócić uwagę na Davida Brembly’ego. Czarnoskóry skrzydłowy na co dzień gra w Treflu Sopot i ma trzy obywatelstwa (polskie, amerykańskie, niemieckie). Niemcy w minione wakacje powołali go co prawda do reprezentacji U18, jednak Brembly wybrał Polskę. W USA furorę robi za to Kaleb Tarczewski, o którego zabiegają największe uczelnie z NCAA i jest pewniakiem do wyboru w kolejnych draftach do NBA. Cała trójka może kiedyś stanowić o sile kadry Polski.
 
- W sezonie 2011/12 warto śledzić Olka Czyża. Jego Nevada jest faworytem do zwycięstwa w konferencji WAC, a dobre występy mogą dać Polakowi nawet miejsce w drafcie do NBA. To będzie przełomowy sezon Czyża?
 
- Na potrzeby Magazynu MVP na listopad popełniłem tekst „Polska przepustką do wielkiej kariery?” o graczach, którzy dzięki występom w TBL mogą się wypromować i za kilka lat grać w mocniejszych ligach europejskich. Komu dajecie takie szanse? Ja wybrałem: Dardan Berisha, Aaron Cel, Walter Hodge, Oded Brandwein, Jamelle Horne i David Jackson.
 
- Nie mogę doczekać się już przyszłorocznych wakacji. Na przełomie czerwca i lipca w Kownie na Litwie odbędą się mistrzostwa świata do lat 17. I choć nie będzie tam Polaków, którzy broniliby wicemistrzostwa, to impreza zapowiada się fenomenalnie. Więcej o najlepszych ekipach i graczach.

środa, 10 sierpnia 2011
Co dalej z chłopaczkami Szambelana?

Juniorska kadra złożona z zawodników urodzonych w latach 1993-94 w tegoroczne lato po raz kolejny udowodniła, że na tle pozostałych naszych reprezentacji jest wyjątkowa. „Chłopaczki Szambelana” zajmując szóste miejsce na mistrzostwach Europy do lat 18 powtórzyli najlepszy wynik w historii polskiej koszykówki, lecz przed turniejem wszyscy oczekiwali tytułu wywalczonego przed własną publicznością we Wrocławiu, a minimum medalu. Czy to oznacza koniec tej fenomenalnej i wyjątkowej jak na nasze warunki drużyny?

szambelan (fot. Wojciech Figurski/FIBA Europe)

Po raz pierwszy nasza najlepsza młodzieżowa drużyna spotkała się w 2008 roku, by rozpocząć przygotowania do mistrzostw Europy do lat 16, które w lipcu 2009 roku odbywały się w litewskim Kownie. Mało kto wie, że gdyby nie przypadek być może trenerem tej ekipy nie były Jerzy Szambelan. Na jego stanowisko przymierzany był Paweł Turkiewicz, który nawet rozpoczął swoją pracę, lecz później musiał ją porzucić, bowiem został pierwszym trenerem PGE Turowa Zgorzelec. Pod wodzą Szambelana nasi 16-latkowie zaskoczyli Europę i zajęli 4. miejsce zapewniając sobie awans do mistrzostw świata do lat 17. Jak im poszło? Ich dalsze losy chyba już każdy zna - wicemistrzostwo świata do lat 17 wywalczone w świetnym stylu, 7. miejsce na mistrzostwach świata do lat 19 w 2011 roku, a potem 6. miejsce na mistrzostwach Europy do lat 18 we Wrocławiu.

 Mały niedosyt pozostawia po sobie jedynie wynik osiągnięty na tej ostatniej imprezie. Kibice, działacze, a może i zawodnicy jeszcze na długie tygodnie przed pierwszym meczem uwierzyli, że czempionat zakończy się zwycięstwem biało-czerwonych, co sugerowało choćby hasło „I believe”. Niektórzy osiągnięty wynik, a przede wszystkim ćwierćfinałową porażkę z Włochami traktują jako porażkę. Czy to właściwe podejście? Polacy podchodzili do mistrzostw Europy do lat 18 jako aktualni wicemistrzowie świata w tej kategorii wiekowej. Należy jednak pamiętać, że przez rok nasi rywale poczynili ogromne postępy w czym pomogły im występy w rodzimych ekstraklasach czy nawet rozgrywkach europejskich. Z naszej kadry tylko trzech graczy (Mateusz Ponitka, Michał Michalak i Łukasz Bonarek) występowało na I-ligowych parkietach, reszta grała szczebel niżej (większość w SMS Cetniewo) lub rozgrywkach młodzieżowych. Mateusz Ponitka nadal imponuje atletyzmem, ciągiem na kosz i jest nie do zatrzymania, a Przemysław Karnowski straszy warunkami fizycznymi, lecz granica pomiędzy nimi a Serbami, Chorwatami czy Hiszpanami jest już coraz mniejsza.

 Co o wyniku osiągniętym na ME U18 sądzi trener Szambelan? - „Według mnie to nie jest porażka. Mistrzostwa Europy były drugą w bardzo krótkim czasie wielką imprezą, po mistrzostwach świata, w jakiej wystąpili moi chłopcy i wręcz trudno było oczekiwać, by zaprezentowali się na nich spektakularnie. Poza tym nie zapominajmy, że za rywali mieli drużyny mocne, z krajów dużo wyżej stojących od nas, jeśli chodzi o szkolenie młodzieży” - mówił „Naszemu Dziennikowi” charyzmatyczny szkoleniowiec. Wielu kibiców jak i ekspertów winę za niepowodzenie na wrocławskich mistrzostwach przypisało Polskiemu Związkowi Koszykówki, który zdecydował się wysłać chłopców urodzonych w latach 1993-94 na dwie imprezy rangi mistrzowskiej w jedne wakacje. Warto jednak wziąć pod uwagę słowa trenera Szambelana: - „Zdecydowaliśmy się wziąć udział w obu tych turniejach z jednego, ważnego powodu. Dla 18-, 19-letniego zawodnika kluczową sprawą jest sam udział w wielkich imprezach. Tam się ogrywa, zdobywa doświadczenie i niezbędną koszykarską edukację. Tak naprawdę nie ma większego znaczenia, by dziś sięgał po medale i trofea, chodzi o to, by za kilka lat stał się wartościowym, klasowym zawodnikiem. Obecnie ma doskonalić swoje umiejętności taktyczno-techniczne.”

Czy - delikatnie mówiąc - średni wynik naszej reprezentacji we Wrocławiu miał jakieś bardziej złożone podłoże? Niektórzy starali się szukać przyczyn w wyjściach na imprezy podczas mistrzostw (nietrafione!), inni tłumaczyli wszystko zmęczeniem, a jeszcze inni brakiem doświadczenia trenerów pracujących z tą reprezentacją. Czy te czynniki miały jakikolwiek wpływ na postawę naszych młodzieżowców? W licznych wywiadach nasi reprezentanci mówili, że nie odczuwali zmęczenia. Jednak dla przykładu taki Przemysław Karnowski, który miał za sobą niezwykle ciężki sezon w SMS Cetniewo, a także udział w mistrzostwach Polski do lat 18 w samym lipcu w ciągu 30 dni rozegrał 18 spotkań! Nawet najwięksi tytani pracy z parkietów NBA nie są przecież w stanie grać na najwyższym poziomie częściej niż co 2 dni. - „Na pewno odczuwaliśmy zmęczenie. Fizyczne, jak i psychiczne. We Wrocławiu graliśmy gorzej niż na Łotwie. Nie wszystko nam wychodziło. Wystarczyło spojrzeć choćby na nasz szybki atak. Na mistrzostwach świata do lat 17 to właśnie tym elementem gromiliśmy kolejnych rywali. Teraz właśnie tego nam zabrakło. Mogliśmy grać, ale ciężko było wskoczyć na wyższy bieg” - mówi anonimowo jeden z zawodników.

 Ciężko też ocenić czy wina leży po stronie sztabu szkoleniowego. To prawda, że jedynie Piotr Bakun w poprzednim sezonie samodzielnie prowadził zespół. Należy jednak wspomnieć, że ten szkoleniowiec został dokooptowany do sztabu 2 lata po jego utworzeniu i czasami mogło się wydawać, że ma większy wpływ na zawodników niż sam Szambelan. Turcy, Hiszpanie czy Francuzi byli prowadzeni przez trenerów, którzy na co dzień pracują w ekstraklasowych lub I-ligowych klubach w swoich krajach. Pod tym względem polscy szkoleniowcy z pewnością ustępowali swoim rywalom z trenerskich ławek, co było widać choćby w stylu prowadzeniu zespołu, rozwiązaniach taktycznych czy rotacji. Trenerzy biało-czerwonych dopiero po trzech meczach (w tym porażce z Chorwacją) postanowili rozszerzyć rotację i nagle okazało się, że zawodnicy dotąd przesiadujący na ławce (choćby Daniel Szymkiewicz) potrafią być bardziej produktywni niż zawodnicy pierwszej piątki! Gra Polaków z pewnością nie była interesująca dla sympatyków skomplikowanej taktyki - kilka prostych zagrywek w ataku w tym najczęściej grane popularne „rogi”, a także obrona „każdy swego” to wszystko co pokazywali biało-czerwoni.

- „Nigdy nie mieliśmy skomplikowanych rozwiązań taktycznych i nam to nie przeszkadzało. Myślę, że w tym nie można upatrywać przyczyn porażek. Taka, a nie inna taktyka pozwalała nam wykorzystywać w większym stopniu umiejętności indywidualne, choć zawsze kilka rzeczy można by zmienić” - mówi anonimowo jeden z graczy. "Prawda jest taka, że stopień zaawansowania koszykówki wśród 18-latków przypomina już seniorski basket. Trzeba też odpowiednio reagować na wydarzenia na parkiecie. Nie wystarczy tylko podać piłki do Karnowskiego i liczyć, że coś sam wyczaruje. Tak można było grać 2 lata temu. Na tym poziomie rywale za sprawą odpowiedniego systemu defensywy są w stanie zatrzymać jego 213 cm wzrostu. Dlatego tutaj rola trenerów by jak najbardziej wykorzystywać warunki jakie ma Przemek. Często walczył on o piłkę, ale albo jej nie dostawał, albo koledzy podawali mu kiepsko. To jednak tylko przykład, który szybko zaobserwowałem" - mówił mi jeden z zagranicznych skautów.

 Co dalej z chłopaczkami Szambelana? Czy to koniec tej fantastycznej ekipy? Niepewny wydaje się los samego trenera, który jest już starszym, 63-letnim człowiekiem i ostatnio coraz częściej myślał o zasłużonym odpoczynku. Nie wiadomo czy ta 12-stka jeszcze kiedyś się spotka. Po pierwsze dlatego, że za rok nasza kadra do lat 20 będzie grała w dywizji B, a po drugie dlatego, że zawodnicy teraz zaczynają pracować na własne konto - czekają ich pierwsze profesjonalne kontrakty, wyjazdy za granicę, być może gra w seniorskiej kadrze. - „Sami nie wiemy, co dalej. Mamy tylko nadzieję, że za rok spotkamy się w dywizji B mistrzostw do lat 20 i wywalczymy awans do dywizji A. Na razie to chyba jednak koniec tej drużyny i musimy czekać na postanowienia związku. Podziękowaliśmy sobie za te wspaniałe 3 lata współpracy i mamy nadzieję, że spotkamy się w seniorskiej koszykówce” - powiedział po ostatnim meczu ME Jakub Koelner.

 Nie tylko polscy fani, ale i zagraniczni obserwatorzy liczą, że świetny rocznik 1993 znad Wisły wróci do europejskiej elity w dobrym stylu. - „Obstawiam, że przyszłoroczne mistrzostwa europy do lat 20 w dywizji B odbędą się w Chorwacji lub Polsce. Oba kraje muszą wywalczyć awans do dywizji A. Polacy z rocznika 1993 są świetni, ale na mistrzostwach Europy nigdy nie wywalczyli medalu. Czempionat w 2013 roku będzie ich ostatnią szansą. Ci zawodnicy są ze sobą już od dłuższego czasu i oglądając ich można odnieść wrażenie, że to coś więcej niż zwykły zbiór graczy w ramach kadry. Po nieudanej imprezie we Wrocławiu mają coś do udowodnienia. Dodatkowo nie grają oni w czołowych europejskich klubach by być „snobami”. Choć tak naprawdę wszystko przed nimi, a sezon 2011/12 dla wielu może być przełomowy. Najważniejsze jest jednak to, że Polska na EuroBaskecie 2017 powinna mieć niezwykle mocny zespół i być jednym z faworytów całej imprezy” - powiedział mi niedawno Yarone Arbel, izraelski agent, który rokroczne ogląda wszystkie najważniejsze młodzieżowe turnieje.

Co Wy sądzicie? Jak odebraliście wynik osiągnięty na mistrzostwach Europy do lat 18? Czy w ogóle należy przejmować się rezultatem? Czy decyzja by brać udział w dwóch imprezach rangi mistrzowskiej w krótkim czasie była słuszna? Czy o wyniku zadecydowało zmęczenie lub brak doświadczenia na najwyższym szczeblu naszych trenerów? Czy ta drużyna jeszcze kiedyś spotka się w takim zestawieniu i zdobędzie upragiony medal mistrzostw Europy? Zachęcam do dyskusji!

poniedziałek, 06 czerwca 2011
Młodzi Polacy - ściągawka dla Pipana

25 maja 2011 poznaliśmy nowego trenera reprezentacji Polski. Na tym stanowisku mieliśmy wakat od sierpnia 2010. Wówczas wygasła umowa Igora Griszczuka, który nie zdołał poprowadzić naszej kadry do awansu do mistrzostw Europy 2011 na Litwie. Wybór Pipana na to stanowisko został przyjęty w środowisku dość sceptycznie, zwłaszcza, że w prasie jego nazwisko jako kandydata prawie w ogóle się nie przewijało. Kibice liczyli więc na Jasmina Repesę czy Jure Zdovca, którzy jednak z różnych powodów nie dogadali się z PZKosz. By nabrać dystansu do tej decyzji poprosiłem kilku słoweńskich znajomych o opinię na temat Pipana. Oto tylko niektóre cytaty: "Jeśli chcecie w Polsce wynik już teraz, to lepszy jest Zdovc, bo to człowiek, który potrafi z zespołu wycisnąć maksimum. Z kolei Pipan to może być udana inwestycja, potrafi rozwijać młodych graczy, więc jeśli związek myśli długofalowo to może być dobrym rozwiązaniem. W tym sezonie zrobił świetną robotę i jest na fali. Co prawda nigdy nie pracował w Olimpiji Lublana, ale kilka razy był blisko (i wciąż jest, zwłaszcza, że kończy mu się umowa w klubie), być może zabrakło mu szczęścia?"; "Patrząc na waszą młodzieżową drużynę Pipan to dobry wybór. To on wykreował i wprowadził w międzynarodowy basket takich graczy jak: Dragic, Vidmar, Preldzic, Nachbar, Jurak. Tak więc Ponitka i Karnowski mogą się cieszyć z tego wyboru waszego związku"; "Dużo ludzi zarzuca mu duszę loosera przywołując m.in. ME 2007 i porażkę z Grecją. Ludzie zapominają jednak, że był to drugi najlepszy wynik w historii naszej reprezentacji, a Pipan nie miał w składzie takich graczy jak: Becirovic, Brezec, Nachbar, Udrih."

pipan

W tym wpisie nie chciałbym jednak oceniać ruchu PZKosz ani umiejętności Pipana. Umowa Słoweńca obowiązuje tylko do najbliższych ME, jednak bardzo prawdopodobne, że zostanie przedłużona po tym czempionacie na dłuższy okres. Na konferencji prasowej Pipan zapowiadał, że chce stworzyć zespół, który będzie połączeniem graczy doświadczonych z młodymi. Brzmi to bardzo ciekawie, patrząc zwłaszcza na dokonania Pipana w pracy z młodymi zawodnikami i fakt, że w kadrach młodzieżowych mamy wielu utalentowanych graczy. Kto z nich dostanie szansę i gdzie nowy selekcjoner będzie szukał młodych talentów? „To spory problem, że ekstraklasowe kluby w Polsce niezbyt chętnie dają szansę młodym rodzimym graczom. Nie mają przez to możliwości pokazać co potrafią. Znam jednak kilku młodych graczy z Polski, którzy dostają szansę się wykazywać. Do tych najlepszych na pewno zadzwonimy i ściągniemy na przygotowania by zobaczyć co potrafią.” - mówił na konferencji prasowej. Jeden z dziennikarzy przypomniał, że w 2007 roku, gdy Pipan prowadził kadrę Słowenii bardzo ważne miejsce w rotacji jego zespołu (średnio 25 minut na mecz!) miał zaledwie 21-letni wówczas Goran Dragić, dla którego tamten EuroBasket był przepustką do poważnej kariery. Czy takiego gracza znajdziemy w te wakacje również w reprezentacji Polski? Mam taką nadzieję! Jednak z racji tego, że trener Pipan ma bardzo mało czasu na ogłoszenie szerokiej kadry obawiam się, że przy wyborze 24 zawodników może pominąć kilku ciekawych, mniej znanych młodych Polaków. Zwłaszcza, że w polskiej ekstraklasie konkurencja o miano najlepszego młodego gracza nie była zbyt duża - głosy dziennikarzy dostali tylko Michał Kwiatkowski i Alan Czujkowski. Dlatego poniżej mała (subiektywna!) ściągawka dla nowego trenera kadry Polski o najlepszych młodych Polakach. Biorę pod uwagę tylko graczy urodzonych w 1989 roku lub później, którzy nie rozegrali jeszcze meczu w kadrze seniorów.

Tomasz Śnieg (21 lat, 190 cm, AZS Koszalin) - już w zeszłym roku był w szerokiej kadrze, jednak spotkania w kadrze nie rozegrał. Sezon 2010/11 był dla niego dużo gorszy niż ten poprzedni, debiutancki w ekstraklasie. Nie zmienia to jednak faktu, że Śnieg jest bardzo utalentowany i wciąż perspektywiczny, co nie do końca miał okazję pokazać w Koszalinie. Teraz znów wraca do Warszawy i powinien być czołowym graczem Politechniki w PLK. Choć ma małe szansę by wygrać rywalizację z Łukaszem Koszarkiem czy Krzysztofem Szubargą powinien dostać szansę. POWINIEN DOSTAĆ POWOŁANIE

Jakub Wojciechowski (21 lat, 214 cm, Benetton Treviso) - w sezonie 2010/11 miał średnio 2,8 punktu i 1 zbiórkę grając przeciętnie 8,8 minuty we włoskiej ekstraklasie. Jeszcze 2 lata temu był uznawany najlepszym Polakiem młodego pokolenia, wróżono mu wybór w drafcie do NBA. Ostatnio jego rozwój trochę przystopował, ale najważniejsze, że wywalczył miejsce w rotacji słynnego Benettonu Treviso i był nielicznym Polakiem w ostatnich latach, który stale grał we włoskiej Legabasket. Choć mierzy214 cm, może grać na obu skrzydłach, jak i na pozycji centra. Bardzo dobrze zbudowany, twardo grający. Jednak częściej woli grać dalej od kosza, straszy rzutem nawet za 3 punkty. POWINEN DOSTAĆ POWOŁANIE

Tomasz Nowakowski (21 lat, 209 cm, Olimpija Lublana) - już od 2-3 lat jest blisko meczowego składu Olimpiji Lublana, jednak jest też wypożyczany do innych słoweńskich klubów. W sezonie 2010/11 miał spore problemy zdrowotne i w ekstraklasie rozegrał tylko 14 spotkań. W poprzednie wakacje zgłosił się nawet do draftu NBA, jednak jeszcze sporo pracy przed nim. Pipan powinien znać go dobrze ze słoweńskiej ligi, jednak mógłby sprawdzić go na tle innych naszych podkoszowych. MÓGŁBY DOSTAĆ POWOŁANIE

Olek Czyż (21 lat, 202 cm, Nevada) - sezon 2010/11 był dla niego - miejmy nadzieję - przełomowy, bo Czyż wreszcie dostał szansę gry. Przeplatał spotkania gorsze z lepszymi, ale ostatecznie miał średnio 12,3 punktu i 5,7 zbiórki w pierwszej dywizji NCAA. Pod względem fizycznym jest już gotów do rywalizacji z seniorami, musi jednak poprawić jeszcze kilka elementów. Ogromnym plusem tego gracza jest wszechstronność pozwalająca mu grać na pozycjach niskiego, silnego skrzydłowego i centra. POWINIEN DOSTAĆ POWOŁANIE

Piotr Pamuła (21 lat, 190 cm, Politechnika Warszawa) - grając w poprzednich latach w stolicy był nieco w cieniu Tomasza Śniega czy Dardana Berishy. W sezonie 2010/11 obu nie było już w stolicy, a Pamuła był liderem Politechniki, która wywalczyła awans do ekstraklasy. Rzucający obrońca grał na tyle dobrze, że został uznany MVP całej I ligi. Miał średnio 13,1 punktu, 2,5 zbiórki i 2,4 asysty grając przeciętne tylko 27 minut. Imponował przede wszystkim skutecznym rzutem. Wobec wakatu na pozycji rzucającego obrońcy ma szansę powalczyć o miejsce w kadrze. POWINIEN DOSTAĆ POWOŁANIE

Michał Kwiatkowski (19 lat, 184 cm, Polonia Warszawa) - w sezonie 2010/11 udanie zadebiutował w ekstraklasie i pokazał, że ma potencjał by w przeciągu kilku lat być podstawowym rozgrywającym polskiego klubu. Podczas rywalizacji w kadrze mógłby mieć spore problemy wynikające z jego dość wątłej budowy, jednak za 2 lata powinien być w szerokiej reprezentacji. Zwłaszcza, że będzie w tym samy wieku co Dragić w 2007 roku u Pipana. ZA WCZEŚNIE NA POWOŁANIE

Michał Sokołowski (19 lat, 195 cm, Znicz Basket Pruszków) - niezwykle utalentowany zawodnik, który w swoim roczniku zawsze dominował w rozgrywkach młodzieżowych. W sezonie 2010/11 przytrafiła mu się jednak dość poważna kontuzja po której bardzo długo powracał do siebie. Pod koniec rozgrywek pokazał się jednak z bardzo dobrej strony na I-ligowych parkietach - w 12 meczach miał średnio 6,3 punktu i 4 zbiórki. W kolejnym sezonie powinien być czołowym graczem Znicza, zwłaszcza że w klubie zostaje trener Michał Spychała, który chętnie daje szansę młodym graczom. Jego warunki fizyczne, silna budowa i cechy charakteru pozwalają wierzyć, że poradziłby sobie w szerokiej kadrze już teraz. Ma jednak sporo elementów (rozgrywanie, rzut) które powinien jeszcze poprawić, jeśli chce być klasowym graczem. W te wakacje powinien skupić się na kadrze Polski U20. ZA WCZEŚNIE NA POWOŁANIE

Mateusz Ponitka (18 lat, 196 cm, Politechnika Warszawa) - czołowy gracz kadry Polski rocznika 1993, która przed rokiem wywalczyła wicemistrzostwo świata. O jego talencie świadczy choćby fakt, że Ponitka został wybrany do pierwszej piątki tamtej imprezy czy zaproszony do udziału w prestiżowym meczu Nike Hoop Summit, gdzie był czołowym strzelcem drużyny „Reszty świata”. W sezonie 2010/11 udowodnił, że jest już gotów do rywalizacji na najwyższym poziomie, również w koszykówce seniorskiej. W I lidze miał średnio 11,7 punktu i 4,7 zbiórki. Znacząco poprawił swoją budowę ciała, urósł. Może grać jako rzucający obrońca lub jako niski skrzydłowy. POWINIEN DOSTAĆ POWOŁANIE

Przemysław Karnowski (18 lat, 213 cm, SMS Cetniewo) - rok spędzony w szkole mistrzostwa sportowego w Cetniewie wyszedł Karnowskiego na dobre. Schudł, nabrał dynamiki, poprawił swój rzut. W II lidze - głównie ze względu na wzrost - dominował i pokazał, że jest gotów do gry z seniorami. Tak jak Ponitka uważany za jednego z najlepszych graczy w swoim roczniku na świecie. POWINIEN DOSTAĆ POWOŁANIE

Piotr Niedźwiedzki (18 lat, 210 cm, WKK Wrocław) - zawodnik nieco zapominany, często w cieniu Ponitki i Karnowskiego. Jednak moim zdaniem nie jest wcale od nich gorszy. Od mistrzostw świata U17 zrobił spory postęp, co było widać na mistrzostwach Polski do lat 18, gdzie był zdecydowanie najlepszym graczem turnieju. Dużo dały mu wspólne treningi z Adamem Wójcikiem, co widać choćby po jego dużo lepszym rzucie, również za 3 punkty. Stylem gry przypomina Pau Gasola z młodych lat. MÓGŁBY DOSTAĆ POWOŁANIE

Zgadzacie się z moją listą? Może kogoś pominąłem? A kogo z młodych graczy widzielibyście Wy w szerokiej kadrze Polski? Czy w ogóle któryś z nich ma szansę by pojechać na mistrzostwa Europy na Litwę? Czy jest sens by zabierać tam Mateusza Ponitkę czy Przemysława Karnowskiego, którzy będą mieć bardzo ciężkie wakacje w rozgrywkach młodzieżowych? Zapraszam do dyskusji!

niedziela, 15 maja 2011
Finały MP U18 - niedziela

Niedziela była decydującym dniem mistrzostw Polski do lat 18, ponieważ właśnie tego dnia rozgrywane były mecze o medale. Oba spotkanie były ciekawe, lecz w pojedynku o 3. miejsce wyrównana była tylko pierwsza kwarta. Z kolei finał był zdecydowanie najlepszym i najbardziej wyrównanym spotkaniem całego turnieju. Tym bardziej cieszę się, że zdecydowałem wybrać się do Torunia oglądać najlepszych młodych polskich koszykarzy. Tradycyjnie już zachęcam do przeczytania zapisu moich subiektywnych wrażeń.

Katarzynka Toruń - Zastal Zielona Góra

fot. Andrzej Romański(fot. Andrzej Romański)

Mimo tego, że spotkanie o brązowy medal odbywało się o 10:00, czyli porze niezwykle wczesnej jak na niedzielę, hala była prawie zapełniona, co - nie tylko mnie - zaskoczyło bardzo pozytywnie. Zastal grał bez Nikodema Sirijatowicza, który dzień wcześniej boleśnie zderzył się z Filipem Matczakiem. Brak pierwszego rozgrywającego znacząco wpłynął na grę zielonogórzan - w poprzednich spotkaniach rozważnie grający Sirijatowicz dobrze rozdzielał piłki pomiędzy wszystkich kolegów, dzisiaj „monopol” na kończenie akcji miał tylko Matczak. Lider Zastalu co prawda początek miał znakomity (7 z pierwszych 11 punktów zespołu), ale z czasem opadał z sił i było tylko coraz gorzej. Ostatecznie trafił zaledwie 5 z 24 rzutów. Co ciekawe udanie krył go wyższy o prawie 20 cm Tomasz Gielo!

Katarzynka rozegrała chyba najlepszy mecz w turnieju. Wreszcie obwodowi torunianie nie popełniali tylu strat (choć dziś i tak 16), skuteczniej rzucali za 3 i lepiej obsługiwali Gielo i Przemysława Karnowskiego. Ten drugi miał świetny mecz - dominował pod obiema tablicami. Zachwycał kolejny już raz skutecznym rzutem z 5-6 metra, jak i twardą grą pod samą obręczą. Lepiej współpracował z kolegami, którym kreował świetne pozycje (w statystykach tylko 3 asysty).

Dzisiaj obserwowałem głównie 17-latków z Zastalu (’94), czyli Radosława Trubacza i Michała Kopija. Obaj pozostawili po sobie dobre wrażenie. Trubacz to mierzący niewiele ponad 190 wszechstronny skrzydłowy, który potrafi zrobić „coś z niczego”, dobrze kreuje sobie pozycje grając na koźle, ma wysokie boiskowe IQ i skuteczny rzut zarówno po otrzymaniu podania, jak i koźle. Kopij mierzy195 cm i gra jako silny skrzydłowy. Dziś momentami krył Karnowskiego i wcale nie wypadał źle. Gracz bardzo waleczny, ze sporym wachlarzem ofensywnych zagrań, z dużym ciągiem na kosz, lecz grający zespołowo.

WKK Wrocław - Trefl Sopot

Finał był zdecydowanie najlepszym meczem, w którym co chwilę zmieniało się prowadzenie. Oba zespoły popisywały się efektownymi zagraniami i - co najmilsze dla oka - grały koszykówkę bardzo szybką, a zarazem prostą. Choć faworytem wydawało się WKK, to dużo lepiej mecz rozpoczął Trefl. Tu po raz kolejny należą się słowa uznania dla trenera Marcina Lichtarskiego, który znów świetnie przygotował swój zespół pod względem taktycznym. Trefl wiedział o WKK prawie wszystko.

Nie będę pisał o przebiegu meczu, bo relacje można przeczytać na pzkosz.pl. Dopiero dziś można było tak naprawdę ocenić umiejętności poszczególnych graczy WKK, bo dla wrocławian było to pierwsze zacięte spotkanie. Co mi najbardziej rzuciło się w pamięć Przede wszystkim fenomenalna gra Piotra Niedźwiedzkiego, który nadal się rozwija. Sezon na II-ligowych parkietach obok Adama Wójcika dał mu naprawdę wiele. Niedźwiedzki przede wszystkim poprawił swój rzut, zwłaszcza 3-punktowy. Nabrał sprytu, doświadczenia, pewności siebie. Wszystkie ruchy na parkiecie ma dopracowane do perfekcji, a do tego przy swoim wzroście jest piekielnie szybki. W końcówce trener WKK po prostu nakazał swoim zawodnikom po przeprowadzeniu piłki podanie jej do Niedźwiedzkiego, który potrafi kończyć akcje na wiele sposobów. Jeszcze szybszy jest Jan Grzeliński. Jest chyba szybszy z piłką niż bez niej. Nic nie robi sobie ze swojego dość niskiego wzrostu (170 cm) i odważnie wjeżdża na kosz. Ma skuteczny rzut z półdystansu. Świetnie napędza szybkie ataki, które są wizytówką WKK. Jednym z kluczowych graczy zespołu był Jakub Koelner. Wcześniej grał mało, do tego zmaga się z kontuzją kostki. „Eksperci” pisali więc, że jest po prostu słaby, a gra w kadrze przez nazwisko. Nic bardziej mylnego! Dziś w najważniejszych momentach wnosił impuls do gry WKK. Gracz bardzo odważny, który walczy o każdą piłkę, ze świetnym ciągiem na kosz. Przy Grzelińskim musi grać bez piłki, choć wychowywał się koszykarsko jako rozgrywający. Jedynym minusem był brak skuteczności za 3, bo trafił tylko 1 z 8 takich rzutów. W 32 minuty miał jednak 15 punktów, 5 zbiórek i 5 asyst. Co ciekawe trio Niedźwiedzki, Grzeliński, Koelner zdobyło 67 z 77 punktów zespołu!

Więcej bohaterów w tym spotkaniu miał Trefl. Świetnie rozpoczął Filip Małgorzaciak, który choć nie wyróżnia się na parkiecie, jest cichym zabójcą, który w kluczowych momentach weźmie na siebie decydującą akcje. Ma skuteczny rzut i dobrze gra na koźle. Najlepszym graczem Trefla był jednak David Brembly. Świetny atleta, z dużym ciągiem na kosz. Ma spore boiskowe IQ, dużo widzi i wcale nie forsuje indywidualnych zagrań. Do tego niezwykle mocno zaangażowany w defensywę - w grupowym meczu wyłączył m.in. Tomasza Gielo. Odważnie grał Filip Put, który musiał grać z wyższym i sprawniejszym Niedźwiedzkim. To jednak typowy walczak, który nie odpuszcza żadnej piłki. Ma sporo podkoszowych manewrów, dobrze gra tyłem do obręczy. Jest także groźny na 5-6 metrze - potrafi zarówno skutecznie rzucić, jak i wjechać. Cichym liderem zespołu jednak jednak Jakub Schenk, który dzisiaj miał 11 asyst. Bardzo dużo widzi, świetnie kreuje pozycje dla kolegów, udanie kontroluje tempo gry, jest przedłużeniem myśli trenera Lichtarskiego. Musi poprawić tylko rzut za 3, kozłowanie pod pressingiem, wzmocnić się fizycznie i będzie klasowym graczem.

PS1. Gospodarze mieli taki dziwny zwyczaj, że podczas prezentacji każdy z zawodników uderzany był przez prezesa klubu w pośladki szczęśliwą podkową, która była traktowana przez niego niczym relikwia...

PS2. Pozdrowienia dla znanego i lubianego kierownika Trefla Sopot, Michała Świderskiego!

sobota, 14 maja 2011
Finały MP U18 - sobota

W sobotę obejrzałem trzy spotkania mistrzostw Polski do lat 18. Pozwolę sobie - tak jak wczoraj - podzielić się swoimi wrażeniami z obejrzanych meczów. Ze smutkiem muszę jednak zaznaczyć, że tylko ostatni mecz tego dnia, czyli półfinał pomiędzy Zastalem Zielona Góra a Treflem Sopot był naprawdę ciekawy i emocjonujący. Pozostałe pojedynki były jednostronne i niezbyt efektowne.

GTK Gdynia - Pyra PBG Poznań

W tym roku nie miałem jeszcze okazji obejrzeć GTK Gdynia, które po wzmocnieniach głównie graczami z SMS Cetniewo było jednym z faworytów mistrzostw Polski do lat 18. Trójmiejski zespół może mówić o sporym pechu - nie awansował do półfinału i pozostała mu gra tylko o 5 miejsce. Mimo zwątpienia i rozczarowania gracze GTK Gdynia w dzisiejszym spotkaniu dali z siebie wszystko. Trener Rafał Knap prowadzi swój zespół w bardzo ułożony sposób, przez co GTK imponuje przede wszystkim spokojną i rozważną ofensywą.

Największe wrażenie zrobił na mnie 17-letni Filip Struski. Mierzy blisko 2 metry i może grać na obu skrzydłach. Z dużą gracją porusza się po parkiecie, potrafi znaleźć się w odpowiednim miejscu i ma zdolność do przewidywania co wydarzy się za chwilę. Potrafi zarówno rozpocząć akcję na6 metrze atakując na kosz, jak i grając tyłem do obręczy. Nie forsuje indywidualnych zagrań, choć ma skuteczny rzut za 3, często podaje do lepiej ustawionych kolegów.

20 punktów rzucił Robert Kolka, który grał przez 30 minut będąc na parkiecie nawet pod koniec 4 kwarty, gdy wynik był już dawno rozstrzygnięty. Kolka to gracz ofensywy ze sporym wachlarzem zagrań w ataku. Perspektywicznym zawodnikiem jest także Jarosław Trojan (’94), który ma bardzo dobre warunki fizyczne, dobrze ustawia się na pozycji i szybko porusza się po parkiecie.

Katarzynka Toruń - WKK Wrocław

Faworyt tego spotkania był tylko jeden, co zresztą pokazała pierwsza kwarta wygrana 32:8 przez WKK! Widząc nieporadność swoich podopiecznych trener Bonifacy Karnowski zdjął z boiska Tomasza Gielo i Przemysława Karnowskiego, co spotkało się ze sporym oburzeniem miejscowych kibiców, głównie rodziców zawodników. Po obu stronach szanse gry dostali więc rezerwowi, co sprawiło, że widowisko nie było zbyt efektowne.

Najciekawszym wydarzeniem tego spotkania było z pewnością starcie dwóch graczy pierwszej piątki kadry Polski, która przed rokiem wywalczyła wicemistrzostwo świata do lat 17 w Hamburgu. Mam na myśli oczywiście Karnowskiego i Piotra Niedźwiedzkiego. Z tej - niestety tylko kilkuminutowej i niebezpośredniej rywalizacji - dużo lepiej wyszedł ten drugi. Katarzynka najpierw kryła strefą, a potem środkowym WKK zajmował się Gielo. Niedźwiedzki pokazał, że wciąż się rozwija i jest coraz bardziej uniwersalnym graczem. Nie tylko zbierał piłki w ataku i je dobijał, grał tyłem do kosza, ale też chętnie próbował akcji przodem do obręczy. Oddał aż 4 rzuty za 3 i udowodnił, że ma skuteczny rzut z dalszych odległości. Środkowy WKK w 14 minut rzucił 21 punktów. Niedźwiedzki miał jednak dużo łatwiej niż Karnowski. Po pierwsze ma w zespole ma obwodowych, którzy potrafią kreować pozycje graczom pod koszem, a do tego w tym spotkaniu jego drużyna całkowicie dominowała. W drugiej połowie przypomniał o sobie z kolei Karnowski - zdobył kilka kolejnych punktów i przedłużył nadzieje kibiców z Torunia na awans do finału. Lepszy mecz niż wczoraj rozegrał Gielo, który w 24 minuty rzucił 16 punktów. Dziś był dużo bardziej aktywny, częściej próbował indywidualnych akcji, był przy tym skuteczny.

Pierwszy raz w meczu zespołów młodzieżowych widziałem Jana Grzelińskiego (’94). Miał świetny początek i później nie musiał już grać. Jest piekielnie szybki, świetnie naciska rozgrywającego rywali w obronie, ale przede wszystkim imponuje kontrolowaniem tempa gry swojej drużyny. Mimo niskiego wzrostu odważnie wjeżdżał na kosz i bez problemów zdobywał punkty. Gracz z pewnością perspektywiczny, jednak jego największym mankamentem jest wzrost.

Zastal Zielona Góra - Trefl Sopot

To miało być najciekawsze i najbardziej wyrównane spotkanie tego dnia na mistrzostwach Polski do lat 18. I tak było. Oba zespoły szły łeb w łeb. Z czasem jednak Trefl odskoczył na dwucyfrową przewagę punktową, bo Filip Matczak miał gorszy dzień i raził nieskutecznością (8/28 z gry, 1/12 za 3), a drugi najważniejszy gracz Zastalu, Nikodem Sirijatowicz wybił palca. W ostatniej akcji 3 kwarty podczas walki o zbiórkę pod własnym koszem zderzyli się Matczak i Sirijatowicz. Obaj doznali bolesnych ran i zalali się krwią. Po szybkiej pomocy obaj jednak wrócili na parkiet, co dało impuls Zastalowi do odrabiania strat. Zielonogórzanom zabrakło jednak już czasu i nie obronią mistrzostwa Polski zdobytego w tej kategorii wiekowej przed 2 laty.

Trener Marcin Lichtański znów świetnie przygotował Trefla pod względem taktycznym do spotkania. Dzisiaj jego gracze skupili się przede wszystkim na utrudnianiu gry Matczkowi. Przez większość meczu biegał za nim Jakub Schenk, a przy akcjach pick&roll gracze Trefla stosowali „switch” by nie zostawiać lidera Zastalu nawet przez sekundę bez obrońcy.

piątek, 13 maja 2011
Finały MP U18 - piątek

W piątek wraz ze znanym i lubianym młodzieżowym trenerem Wojciechem Zeidlerem rozpocząłem oglądanie finałów mistrzów Polski do lat 18, które potrwają do niedzieli. Jadąc pociągiem w 8-osobym przedziale spotkałem 3 panów, którzy zaczęli dyskutować o koszykówce w trakcie jazdy. A mówi się, że w Polsce nikt nie interesuje się tym sportem. Wracając jednak do finałów MP U18 - pozwolę sobie opisać spotkania, które widziałem zwracając uwagę na rzeczy, które mnie najbardziej zainteresowały.

Zastal Zielona Góra - MKS Pyra PBG Poznań

Jadąc na ten mecz miałem nadzieję na ciekawe i wyrównane spotkanie. Jednak już pierwsze minuty pokazały, że jest faworyt tego spotkania jest tylko jeden - Zastal. Gra ekipy z Zielonej Góry zależy w głównej mierze od Filipa Matczaka. Wicemistrz świata do lat 17 z 2010 roku prawie w każdej akcji dostaje piłkę na lewym skrzydle za linią 3 punktów i ma carte blanche na indywidualne akcje. Zazwyczaj albo mija energicznie na kosz, albo gra pick&roll z jednym z wysokich graczy. Ostatni raz Matczaka widziałem na żywo w zeszłym sezonie. Od tego czasu zrobił fenomenalny postęp pod względem siłowym i imponuje masą mięśniową. To zapewne zasługa Mirosława Cygana, który jest odpowiedzialny za przygotowanie fizyczne w SMS Cetniewo. Matczak - choć mocno kryty indywidualnie - pokazał dziś świetną selekcje rzutową - miał 11/18 za 2 i 2/5 za 3, czyli 56% skuteczności z gry, co jak na seryjnego strzelca jest bardzo dobrym wynikiem.

Zastal to jednak nie tylko Matczak. 14 punktów i 6 zbiórek miał Jakub Dybek (’93), który ma świetne warunki fizyczne (207 cm). Bazuje przede wszystkim na swojej przewadze wzrostu, zdecydowanie lepszy w ataku - potrafi się dobrze ustawić, przepchnąć, zbiera i dobija piłki, obwodowi chętnie go wykorzystują. W obronie ma jednak spore problemy, spowodowane głównie kiepską pracą nóg i zbyt dużą chęcią do blokowania rzutów rywali. Ma jednak potencjał by znaleźć się w kadrze rocznika 1993. Dobry mecz zagrał także rozważnie grający Nikodem Sirijatowicz, który stara się wykorzystywać zarówno umiejętności Matczaka, jak i reszty kolegów. Ciekawym graczem wydaje się także Radosław Trubacz, który może grać na obu skrzydłach i jest uniwersalnym graczem.

W Pyrze Poznań nie wyróżniał się nikt szczególnie, bo siłą tej drużyny wydaje się głównie wyrównany skład. W drugiej połowie w ataku grał jednak skutecznie Szymon Milczyński. Dobre wrażenie zrobił na mnie szkoleniowiec tego zespołu, który przytomnie reagował na wydarzenia na parkiecie i popisał się kilkoma ciekawymi pomysłami taktycznymi.

MKS Katarzynka Toruń - Trefl Sopot SA

Miał to być najciekawszy mecz tego dnia. Hala zapełniła się kibicami z Torunia. Spotkanie jednak mnie nieco zawiodło - było z pewnością najbardziej emocjonujące, jednak niezbyt efektowne, o czym świadczy choćby wynik (40:51). Katarzynka od samego początku raziła nieskutecznością, miała ogromne problemy ze zdobywaniem punktów. Największą bolączką tego zespołu jest jednak brak klasowego rozgrywającego. Na tym najbardziej tracą gwiazdy drużyny - Przemysław Karnowski i Tomasz Gielo, którym ciężko przy podwójnym kryciu ciężko jest wykreować samemu sobie pozycje.

Obwodowi Katarzynki popełniali stratę za stratą, nie współpracowali ze swoimi podkoszowymi kolegami, a na nic zdawały się częste zmiany wśród obrońców, którzy razili głównie nieskutecznością za 3 (1/19!). Zespół z Torunia popełnił aż 23 straty i w kluczowych momentach zamiast odrabiać deficyt punktowy zdecydowanie częściej był w obronie. Dlatego w drugiej połowie zdarzały się sytuacje w których Przemysław Karnowski sam brał piłkę na7 metrzei musiał ustawiać akcje przypominając nieco Pau Gasola. Kilkukrotnie zaskoczył nawet grą przodem do kosza na koźle i rzutami z półdystansu. Widać, że ciągle robi postępy, co dobrze mu wróży. Tylko jeden rzut za 2 (i tylko 5 z gry!) oddał Tomasz Gielo. Skrzydłowy kadry miał jednak ciężki dzień - rano pisał maturę, a defensywa Trefla wydawała się być skoncentrowana głównie na nim. Trener Trefla postawił na świetne rozwiązanie - Gielo był kryty przez gracza obwodowego, przez co stracił swoje największe przewagi. Miał mało miejsca na grę 1 na 1 i był pod ciągłą presją. Tutaj należą się także pochwały dla Davida Brembly, który wykonał świetną pracę w defensywie przeciwko Gielo - nie odstępował go na metr, był skoncentrowany w każdej akcji. Co ciekawe Bremlby to Polak o amerykańskich korzeniach, który ma za sobą treningi w słynnej szkółce Los Angeles Impact.

Dzięki zwycięstwu Trefl wyszedł z grupy B na pierwszym miejscu. Zespół trenera Lichtańskiego pokazał koszykówkę zbalansowaną i ułożoną, jednak moim zdaniem ten mecz bardziej przegrała Katarzynka niż wygrał Trefl. Siłę trójmiejskiego zespołu poznamy tak naprawdę jutro w półfinałowych starciu z Zastalem.

środa, 11 maja 2011
Jak ocenić decyzję Gielo?

Jeden z najzdolniejszych polskich graczy młodego pokolenia, Tomasz Gielo ('93) zdecydował podpisać się list intencyjny z uniwersytetem Liberty i od sezonu 2011/12 będzie występował w uniwersyteckiej lidze NCAA. To prawdodopodobnie jedyny polski wicemistrz świata do lat 17 z Hamburga, który zdecyduje się na taki krok, choć na brak ofert narzekać nie mogą Przemysław Karnowski czy Mateusz Ponitka. Decyzja Gielo wywołała sporo komentarzy, przede wszystkim na temat gdzie i jak szkolić się powinni najlepsi młodzi Polacy, by za kilka lat zabłysnęli w poważnej koszykówce. Pozwolę sobię zacytować niektóre komentarze i przedstawić mój punkt widzenia.

"Gielo spokojnie mógłby znaleźć się w rotacji wielu klubów PLK, a na pewno byłby graczem pierwszej piątki w I lidze. Wyjazd każdego chłopaka z kadry '93 to strata dla koszykówki w kraju" - napisał jeden z kibiców. To racja, że Gielo, jak i pozostali podstawowi gracze naszej młodzieżowej kadry powinni już grać razem z profesjonalistami, na możliwe najwyższym szczeblu rozgrywek, by się rozwijali. Prawda jest jednak taka, że tylko Mateusz Ponitka i Michał Michalak występowali na I-ligowych parkietach, bo mieli szczęście trafić do Polonii 2011, która stawia na młodzież. Pozostali zawodnicy występują w II lub III lidze. Dlaczego? Umiejętności to jedno, a popyt to drugie. Trener Mladen Starcević z P2011 zaproponował by któryś z dziennikarzy zadzwonił do klubów PLK czy I ligi i zapytał, gdzie przyjęliby i daliby grać utalentowanemu 18-latkowi. Nikt takiej sondy nie zrobił, ale wyniki raczej nie byłby zaskakujące. Chętnych nie byłoby zbyt wielu, albo w ogóle. Przed sezonem słyszałem plotkę, że stołeczna Polonia być może będzie grać nastolatkami, ale to ze względu na problemy finansowe. W Polsce trenerzy stawiają przede wszystkim na wynik, a nie szkolenie. Dlatego dla chłopców z kadry '93 wyjazd z kraju to chyba najlepsza możliwość.

"Myślę, że tracimy zawodnika, albo on traci szansę. Przykłady Stelmacha czy Ignerskiego są dla mnie znaczące. Jaki Polak skorzystał na wyjeździe do NCAA od czasów Jacka Dudy? Nie licząc Marka Zielińskiego...". Nie nazywałbym wyjazdu Gielo do USA jako "tracenia szansy" ani tym bardziej nie porównywałbym go do pozostałych Polaków, którzy wyjeźdzali do NCAA od czasu Dudy. Po pierwsze 95% zawodników decydujących się na Stany była gorsza od Gielo, wielu z nich chciało zdobyć wykształcenie, przeżyć przygodę, poznać USA, a przy okazji pograć w koszykówkę. Pozostałe 5% graczy popęłniło poważny błąd czyli źle wybrało uczelnie. Michał Ignerski wybrał Mississippi State, które za jego czasów było w TOP25, Łukasz Obrzut wybrał Kentucky, czyli jednego z faworytów do mistrzostwa, Adam Hrycaniuk poszedł do Cincinnati grającego w najsilniejszej konferencji Big East, wreszcie Olek Czyż wybrał Duke, gdzie grają najlepsi z najlepszych, a rotacja ograniczana jest przez Mike'a Krzyżewskiego do minimum.

"Co to jest to Liberty? Czy wychowało choć przypadkiem choć jednego zawodnika do NBA? Ja widzę tu, że absolwenci marzą o grze w III lidze hiszpańskiej, szczytem jest kilka miesięcy w Bundeslidze, a duża większość nie gra zawodowo. W tej konferencji są same uczelnie, które wydają zawodników, którzy na ogół na poziom PLK się nie nadawali. Liberty jest w rankingu na 186. pozycji w NCAA." - liga NCAA jest na tyle specyficzna, że by oceniać poszczególne zespoły należy doskonale znać realia tych rozgrywek. Dlatego o pomoc poprosiłem trenera Pawła Mrozika, który na NCAA zna się chyba najlepiej w naszym kraju - był nie tylko zawodnikiem w USA, ale także w sztabie szkoleniowym Valparaiso. Co on uważa na temat Liberty? "Konferencja Big South to solidny poziom. Liberty to wcale nie jest drużyna słaba, choć oczywiste, że słabsza od takich programów jak Duke, Texas czy Butler. W każdej lidze są zespoły słabsze i lepsze. Nie należy też sugerować się tym, że Liberty zajmuje 186. miejsce w rankingu. Dlaczego? Bo w tym samym rankingu Wake Forest jest na 256. pozycji. Tak więc gdzie jest wyższy poziom? W Liberty czy Wake Forest?" - wyjaśnia Mrozik. Ja w tym miejscu pozwolę sobię tylko dodać, że Wake Forest to utytułowany program, gdzie wychowali się m.in. Chris Paul czy Tim Duncan, który gra w konferencji ACC przeciwko Duke czy North Carolinie! "Ten ranking to RPI, które pokazuje tylko siłę rozkładu meczów w stosunku do odniesionych zwycięstw i porażek. Jest to bardzo nieobiektywne jeśli chcemy porównać szkoły pod względem poziomu gry, szkolenia czy warunków" - kończy Mrozik. I jeszcze ciekawostka a propos absolwentów Liberty: w 2008 roku ukończył ją Alex McLean, który w sezonie 2008/09 był jednym z najlepszych graczy PBG Basket Poznań i został wybrany do Meczu Gwiazd PLK.

"Czy trener Dale Layer cokolwiek prezentuje po karierze w Colorado State i Liberty? Bo podejrzewam, że mógłby się czegoś nauczyć od Wojciecha Kamińskiego czy Mariusza Karola...". Nie wiem czy porównywanie szkoleniowca z NCAA skupionego na pracy z młodzieżą z trenerami profesjonalnych klubów z ekstraklasy jest na miejscu? Ich metody, jak i cele pracy są całkowicie inne. Prawda jest taka, że w USA Gielo będzie miał do dyspozycji sztab szkoleniowy liczący 5 osób, indywidualne treningi i indywidualny plan rozwoju dla jego osoby. Czy na takie rzeczy mógłby liczyć w Polonii Warszawa lub AZS Koszalin?

"Czy to jest poziom dla zawodnika, który na MŚ swojego rocznika dominował nad najlepszymi Serbami, Litwinami i Hiszpanami oraz walczył fajnie z przyszłymi gwiazdami NBA? Jak nikt inny z tego zespołu U-17 właśnie Gielo moim zdaniem potrzebuje gry z mężczyznami i poważnej koszykówki." To racja, że Gielo musi przede wszystkim pracować nad przygotowaniem fizycznym i wzmocnić się pod tym względem. Ale czy jest lepsze miejsce do pracy nad tymi elementami niż Stany? Tam zawodnicy już jako nastolatkowie rozpoczynają ćwiczenie do siłowni, a wszyscy trenerzy przykładają ogromną uwagę do ćwiczeń na siłę. Było to widać choćby w finałowym meczu MŚ U17 Polska - USA, gdzie Amerykanie wykazali się nie tylko dużo większą siłą, szybkością, ale i skocznością. Weźmy na przykład Derricka Rose'a, który nie mając doświadczenia w grze z "prawdziwymi mężczyznami" po roku spędzonym w NCAA poszedł do NBA, gdzie rywalizował jak równy z równymi z najlepszymi koszykarzami świata.

"Ja to widzę tak: Tomek na fali zainteresowania został "omotany" (?) przez Liberty. Zapomniał, że chce być koszykarzem i postanowił zdobyć dyplom..." Kompletnie nietrafione sformułowanie. Gielo miał dziesiątki ofert z NCAA, jak i Europy. W rozmowie z PolskiKosz.pl stwierdził, że Liberty zaproponowało mu najlepsze warunki. Jakie? Można się tylko domyślać. Nowoczesny kompleks sportowy, rozbudowany sztab szkoleniowy, dobre wykształcenie i chyba co najważniejsze, spore szanse na rozwój poprzez grę na parkiecie. Skontaktowałem się z nowym trenerem Polaka, Dalem Layerem. Napisał mi: "Będziemy chcieli by Gielo grał na obu skrzydłach. Jego umiejętności sprawiają, że jest niezwykle wszechstronny, więc będzie ogromnym wzmocnieniem. Potrafi grać bardzo dobrze z piłką, ma dobry rzut za 3 punkty. Ma dobrze wyszkolone umiejętności gry zarówno na obwodzie, jak i pod samym koszem". Można domyślać się, że Gielo to również inwestycja i szansa dla Liberty. Polak jest jednym z najbardziej utytułowanych i perspektywicznych graczy w historii drużyny Flames. Dzięki temu już jako freshman będzie miał szansę na spędzanie wielu minut na parkiecie, co tylko korzystnie wpłynie na jego rozwój. Chyba lepiej jest wybrać nieco słabszą uczelnię niż np. rozegrać 112 minut przez dwa sezony jak Czyż w Duke.

Na koniec pozwolę sobię pokazać jak decyzję Gielo odebrali niezależni eksperci zajmujący się młodzieżową koszykówką. O komentarz poprosiłem Christophe'a Ney'a z Europeanprospects.com: "Dla mnie to dość zaskakująca decyzja, bo Liberty nie jest powszechnie znane jako znany program koszykarski. Ten zespół występuje w małej konferencji Big South, przez co Flames w ciągu sezonu mierzą się tylko z kilkoma dobrymi zespołami. Gielo powinien jednak od początku być ogromnym wzmocnieniem dla drużyny, która w sezonie 2011/12 powinna powalczyć o mistrzostwo koferencji i awans do Tournamentu. Flames z roku na rok są coraz lepsi, a z Gielo w składzie powinni jeszcze pójść do przodu. Może to być więc dobry ruch dla Polaka, który już jako freshman powinien liczyć na sporo minut na parkiecie, co byłoby niemożliwe w dużo silniejszej ekipie".

Ja osobiście uważam, że z kadry 1993 najwięcej na wyjeździe do NCAA skorzystałby Przemysław Karnowski. Mierzący 213 cm środkowy musi poprawić przede wszystkim pracę stóp, dynamikę i siłę. Jego warunki fizyczne pozwalają w jego przypadku realnie myśleć o grze NBA, zaś NCAA to chyba najlepsze miejsce, gdzie Karnowski w silnym zespole (ma propozycje z Cincinnati czy Gonzaga) mógłby poprawić swoje mankamenty. Wracając do Gielo - można zastanawiać się czy decyzja o grze w NCAA jest słuszna, zwłaszcza, że ostatnimi czasy czołowi młodzi Europejczycy coraz rzadziej decydują się na amerykańskie uniwersytety. Należy jednak pamiętać, że wyjazd do USA był dla Gielo marzeniem, więc powinno się ową decyzję uszanować. Być może lepiej rozwinąłby się w Olimpiji Lublana czy Benetonnie Treviso. Jedyne co nam teraz pozostało to tylko trzymać za niego kciuki!

czwartek, 17 marca 2011
Nowy Rodman?

Już za chwilkę, już za chwileczkę na dobre rozpocznie się tegoroczne March Madness! Dziś i jutro czeka nas po 16 spotkań. O faworytach turnieju, jak i najlepszych graczach kilka zdań napisałem tutaj, z kolei tutaj można zapoznać się z typami na tegoroczny Tournament Pawła Mrozika, który jeszcze 2 lata temu był asystentem trenera w NCAA i zna uniwersytecką ligę jak niewielu Polaków. O drużynach Ohio State, Duke, Pittsburgh czy Kansas słyszeli zapewnie nawet „niedzielni” fani NCAA, tym bardziej pewnie o graczach typowanych do najwyższych numerów Draftu jak Jured Sullinger, Kyrie Irving czy Brandon Knight. W tym wpisie chciałbym przedstawić jednak sylwetkę gwiazdy Morehead State, Kennetha Farieda. Domyślam się, że większość czytelników nigdy nie słyszało ani o wybranym przeze mnie zawodniku, ani jego zespole. Dlaczego więc go wybrałem? Faried to jeden z bohaterów sezonu 2010/11 na uniwersyteckich parkietach, a dobra postawa w Tournamencie może pomóc mu w podniesieniu jego draftowych notowań. Nie bez powodu mówi się o nim nowy Dennis Rodman.

faried

 21-letni Faried mierzy 203 cm i gra jako silny skrzydłowy lub środkowy. W tegorocznych rozgrywkach notuje średnio 17,6 punktu, 14,5 zbiórki i 2,4 bloku. 19. lutego 2011 roku podczas meczu z Indiana State przeszedł do historii nowożytnej NCAA (od 1973 roku) bijąc rekord zebranych piłek podczas kariery w uniwersyteckiej lidze, który wcześniej należał do Tima Duncana. Gwiazdor Morehead State w mock draftach takich portali jak nbadraf.net czy Draft Express znajduje się zazwyczaj w drugiej 10 najlepszych graczy, jednak coraz więcej ekspertów mówi, że to właśnie ten środkowy z charakterystyczną fryzurą może być jednym z najlepszych graczy draftu 2011. Cechy charakterystyczne Farieda to przede wszystkim ogromna energia do walki o zbiórki, agresja, poświęcenie, długie ręce i atletyczna sylwetka. Jego żywiołem jest przede wszystkim obrona. Sceptycy zarzucają mu jednak, że 203 cm to zbyt mało, by grać w NBA jako podkoszowy, zwłaszcza, że Faried waży „tylko” 103 kilogramy.

 Coraz częściej Faried porównywany jest do Dennisa Rodmana. Nie bez powodu. Gdy środkowy Morehead State w grudniu przeciwko Florydzie (czołowy zespół ligi) zapisał na swym koncie 20 punktów i 18 zbiórek trener przeciwnej drużyny, Billy Donovan powiedział: „To nowy Rodman. Jeśli byłbym generalnym menedżerem jednego z zespołów NBA, to mocno zastanowiłbym się nad poświęceniem nawet dobrego numeru w drafcie właśnie na tego gracza!”. Kto by pomyślał, że to wszystko dzięki mamie Farieda? Gdy jako uczeń szkoły średniej obecnie najlepiej zbierający gracz NCAA wrócił do domu i narzekał, że nie dostawał zbyt dużo piłek jego rodzicielka powiedziała mu by przestał marudzić i sam coś z tym zrobił. „Jeśli ktoś spudłuje, to ty zbierz piłkę i wtedy będzie twoja. Nie bój się podawać innym piłkę, bo przecież i tak będzie twoja, jeśli odpowiednio o nią zawalczysz” - wspomina Faried swoja swojej matki.

 Ciężko wyobrazić sobie jak zadowolony musiał być Faried, gdy podczas obiadu jedzonego w towarzystwie trenera odebrał telefon od samego Rodmana, który jest dla niego wzorem do naśladowania. „To było coś niesamowitego! Członek Galerii Sław dzwoni do niezbyt znanego zawodnika z małego uniwersytetu by go poznać” - mówi Faried. Gwiazdę Morehead State możecie zobaczyć już dzisiaj w starciu z Louisville. Poniżej próbka jego możliwości: